
PRZEJDŹ DO NEWSA
Rok temu wielkie oczekiwania i nadzieje. W międzyczasie kilka malutkich przebłysków, ale znacznie cześciej momenty rozczarowania i zawodu. O kim mowa? O Mariuszu Fornalczyku to raz, ale również o całym Widzewie. Łódzki zespół ma dzisiaj dokładnie twarz swojego skrzydłowego, który po raz kolejny zamiast na grze bardziej skupia się na kopaniu rywali.
Gdy można mieć nadzieje, że Mariusz Fornalczyk w końcu odpali, w końcu zacznie grać tak jak się spodziewano przed rokiem, gdy na jego pozyskanie wykładano 1,5 miliona euro, to znów wraca stary – i na pewno nie dobry – Fornal. Jedyne z czego zapamiętany jego występ, to z ataku na młodego Norberta Barczaka i masy nieudanych zagrań.
A Korona może po tym meczu cieszyć się nie tylko z awansu, ale również z tego, że udało się na takim zawodniku zarobić całkiem niezłe pieniądze. Słabiutkiego Widzewa pokonał duet dwóch juniorów, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na tym poziomie.
Widzew Łódź – Korona Kielce 0:1. Jak długo Mariusz Fornalczyk pozostanie bezkarny?
Od ostatniego meczu obu drużyn minęło raptem kilkanaście dni i to dość szybko dało się wyczuć. Wyglądało to tak, jakby jeszcze emocje z tego niedawnego starcia pozostały u niektórych z zawodników. Tak jak się zresztą spodziewaliśmy, sporo było różnego rodzaju przepychanek i wymian słownych. W pewnym momencie to nawet zepchnęło grę w piłkę na boczny tor.
Jeśli jeszcze na początku mogliśmy mówić o jakichś okazjach, tak im bardziej w głąb pierwszej połowy tak było gorzej. Też raczej nikt nie miał zamiaru szczególnie się otwierać, mając w świadomości jak duża stawka jest tego spotkania. Stracone punkty w lidze zawsze można odrobić, a w Pucharze Polski drugiej szansy już nie ma (przekonała się o tym Legia).
W końcu z małego snu obudził nas Stipe Biuk swoim uderzeniem w słupek. Mogła nawet paść bramka, ale że Sebastian Bergier w momencie uderzenia znajdował się na pozycji spalonej, to jego celna dobitka nie mogła zostać bez reakcji arbitra.
I tak, z racji, że to była tylko jedna z naprawdę nielicznych groźniejszych prób, ciężko nam mówić o jakiejś specjalnie interesującej pierwszej części rywalizacji. Zapamiętamy z niej przede wszystkim kolejny chamski wybryk Mariusza Fornalczyka. Z Lechem za kopnięcie Joela Pereiry nie został ukarany, więc ośmielony teraz zaatakował Norberta Barczaka. Ponownie nie zobaczył za to nawet żółtego kartonika…
Broniłem Fornalczyka w ostatni weekend z kopnięcie Pereiry.
Ale widzę, że to nie miało sensu
Ewidentna kartka. Co on myślał.
Że nic z tego nie będzie?
Miał rację…nic nie było, bez kary
#WIDKOR pic.twitter.com/15Amw8geBq
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) September 2, 2026
Zresztą, Mariusza Fornalczyka po tym spotkaniu będziemy kojarzyć jedynie z tego typu popisów. Gdyby na boisku byłby tak skuteczny jak w swoich małych wojenkach, to obecnie rozmawialibyśmy o tym, kto u jego boku powinien występować w pierwszym składzie reprezentacji Polski. A póki co, swoją grą daje nam podstawy, żeby wątpić, czy zdołałby się załapać do kadry województwa.
Aleksandar Vuković w jego miejsce mógłby równie dobrze wypuścić ujadającego psa. Na pewno byłby dużo tańszy w utrzymaniu, a efekt na boisku ten sam. A może nawet i lepszy, bo co piłka znajdowała się pod nogami Fornalczyka, to z reguły zaraz była już poza boiskiem albo w posiadaniu rywala.
Widzew załatwiony dwoma juniorami z ławki
Abstrahując nawet od samego Fornalczyka, to Widzew znów pokazywał to, co w wielu meczach w ostatnich miesiącach. Przeważał dominował, był blisko pola karnego przeciwnika, tylko no właśnie. Być, a jakoś to wykorzystać to już dwie kompletnie inne rzeczy. Ciężko przecież mówić, że Rafał Mamla musiał dokonywać jakichś cudów, by uchronić swój zespół przed stratą gola.
Było groźne – nieznacznie niecelne – uderzenie Karola Świderskiego z rzutu wolnego, dobre uderzenie głową Giannisa Papanikolau, parę innych okazji, ale zdecydowanie bardziej przeważały kolejne niecelne dośrodkowania, głupie straty piłki i proste błędy. A już chyba nie musimy dodawać, kto najczęściej był za to odpowiedzialny. U naszego bohatera tylko rosła frustracja, a to w jego przypadku nigdy nic dobrego nie zwiastuje. Na szczęście tym razem nie napatoczył się żaden rywal, którego można byłoby kopnąć.
Korona może wiele nie kreowała, ale gdy już przeszła do czynów, to duet złożony z dwóch świeżo wprowadzonych młodych juniorów – 18-letniego Konrada Ciszka i dwa lata starszego Daniela Bąka – załatwił rywala. I to w połączeniu z nieźle zorganizowaną defensywą wystarczyło na pokonanie słabiutkiego Widzewa.
Widzew Łódź – Korona Kielce 0:1 (0:0)
0:1 – Daniel Bąk 72′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Skandal w meczu Pucharu Polski? Oświadczenie trzecioligowego klubu
Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia
Wikęd Luzino nastraszył Wisłę Płock. A niby było już pozamiatane…
Fot. Newspix
Artykuł Widzew ma dziś twarz Fornalczyka. Dlatego cieszy się Korona pochodzi z serwisu weszlo.com.
Artykuł Widzew ma dziś twarz Fornalczyka. Dlatego cieszy się Korona pochodzi z serwisu weszlo.com.
Gdy można mieć nadzieje, że Mariusz Fornalczyk w końcu odpali, w końcu zacznie grać tak jak się spodziewano przed rokiem, gdy na jego pozyskanie wykładano 1,5 miliona euro, to znów wraca stary – i na pewno nie dobry – Fornal. Jedyne z czego zapamiętany jego występ, to z ataku na młodego Norberta Barczaka i masy nieudanych zagrań.
A Korona może po tym meczu cieszyć się nie tylko z awansu, ale również z tego, że udało się na takim zawodniku zarobić całkiem niezłe pieniądze. Słabiutkiego Widzewa pokonał duet dwóch juniorów, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na tym poziomie.
Widzew Łódź – Korona Kielce 0:1. Jak długo Mariusz Fornalczyk pozostanie bezkarny?
Od ostatniego meczu obu drużyn minęło raptem kilkanaście dni i to dość szybko dało się wyczuć. Wyglądało to tak, jakby jeszcze emocje z tego niedawnego starcia pozostały u niektórych z zawodników. Tak jak się zresztą spodziewaliśmy, sporo było różnego rodzaju przepychanek i wymian słownych. W pewnym momencie to nawet zepchnęło grę w piłkę na boczny tor.
Jeśli jeszcze na początku mogliśmy mówić o jakichś okazjach, tak im bardziej w głąb pierwszej połowy tak było gorzej. Też raczej nikt nie miał zamiaru szczególnie się otwierać, mając w świadomości jak duża stawka jest tego spotkania. Stracone punkty w lidze zawsze można odrobić, a w Pucharze Polski drugiej szansy już nie ma (przekonała się o tym Legia).
W końcu z małego snu obudził nas Stipe Biuk swoim uderzeniem w słupek. Mogła nawet paść bramka, ale że Sebastian Bergier w momencie uderzenia znajdował się na pozycji spalonej, to jego celna dobitka nie mogła zostać bez reakcji arbitra.
I tak, z racji, że to była tylko jedna z naprawdę nielicznych groźniejszych prób, ciężko nam mówić o jakiejś specjalnie interesującej pierwszej części rywalizacji. Zapamiętamy z niej przede wszystkim kolejny chamski wybryk Mariusza Fornalczyka. Z Lechem za kopnięcie Joela Pereiry nie został ukarany, więc ośmielony teraz zaatakował Norberta Barczaka. Ponownie nie zobaczył za to nawet żółtego kartonika…
Broniłem Fornalczyka w ostatni weekend z kopnięcie Pereiry.
Ale widzę, że to nie miało sensu
Ewidentna kartka. Co on myślał.
Że nic z tego nie będzie?
Miał rację…nic nie było, bez kary
#WIDKOR pic.twitter.com/15Amw8geBq
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) September 2, 2026
Zresztą, Mariusza Fornalczyka po tym spotkaniu będziemy kojarzyć jedynie z tego typu popisów. Gdyby na boisku byłby tak skuteczny jak w swoich małych wojenkach, to obecnie rozmawialibyśmy o tym, kto u jego boku powinien występować w pierwszym składzie reprezentacji Polski. A póki co, swoją grą daje nam podstawy, żeby wątpić, czy zdołałby się załapać do kadry województwa.
Aleksandar Vuković w jego miejsce mógłby równie dobrze wypuścić ujadającego psa. Na pewno byłby dużo tańszy w utrzymaniu, a efekt na boisku ten sam. A może nawet i lepszy, bo co piłka znajdowała się pod nogami Fornalczyka, to z reguły zaraz była już poza boiskiem albo w posiadaniu rywala.
Widzew załatwiony dwoma juniorami z ławki
Abstrahując nawet od samego Fornalczyka, to Widzew znów pokazywał to, co w wielu meczach w ostatnich miesiącach. Przeważał dominował, był blisko pola karnego przeciwnika, tylko no właśnie. Być, a jakoś to wykorzystać to już dwie kompletnie inne rzeczy. Ciężko przecież mówić, że Rafał Mamla musiał dokonywać jakichś cudów, by uchronić swój zespół przed stratą gola.
Było groźne – nieznacznie niecelne – uderzenie Karola Świderskiego z rzutu wolnego, dobre uderzenie głową Giannisa Papanikolau, parę innych okazji, ale zdecydowanie bardziej przeważały kolejne niecelne dośrodkowania, głupie straty piłki i proste błędy. A już chyba nie musimy dodawać, kto najczęściej był za to odpowiedzialny. U naszego bohatera tylko rosła frustracja, a to w jego przypadku nigdy nic dobrego nie zwiastuje. Na szczęście tym razem nie napatoczył się żaden rywal, którego można byłoby kopnąć.
Korona może wiele nie kreowała, ale gdy już przeszła do czynów, to duet złożony z dwóch świeżo wprowadzonych młodych juniorów – 18-letniego Konrada Ciszka i dwa lata starszego Daniela Bąka – załatwił rywala. I to w połączeniu z nieźle zorganizowaną defensywą wystarczyło na pokonanie słabiutkiego Widzewa.
Widzew Łódź – Korona Kielce 0:1 (0:0)
0:1 – Daniel Bąk 72′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Skandal w meczu Pucharu Polski? Oświadczenie trzecioligowego klubu
Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia
Wikęd Luzino nastraszył Wisłę Płock. A niby było już pozamiatane…
Fot. Newspix
Artykuł Widzew ma dziś twarz Fornalczyka. Dlatego cieszy się Korona pochodzi z serwisu weszlo.com.
Artykuł Widzew ma dziś twarz Fornalczyka. Dlatego cieszy się Korona pochodzi z serwisu weszlo.com.