
PRZEJDŹ DO NEWSA
Rekordzista ligi pod względem wartości transferu przychodzącego nie tylko nie gra w klubie, ale w środku rundy przebywa na innym kontynencie? Takiego asa jak Osman Bukari jeszcze nie mieliśmy. Czy Ghańczyk ma szansę zostać najgorszym zawodnikiem wśród tych, za których cena była największa, biorąc pod uwagę wszystkich graczy danej ligi? Ma na to duże szanse, ale trzeba przyznać, że konkurencja jest duża. Wśród rekordzistów europejskich rozgrywek jest wielu takich, którzy okazywali się kompletnymi niewypałami. Omówmy to na przykładach.
Rekordy transferowe lig europejskich – jak spisywali się ich bohaterowie?
Czy pobijając rekord transferów przychodzących do danej ligi ma się gwarancję, że kupiony zawodnik będzie gwiazdą? Zdecydowanie nie. Poszukiwanie piłkarzy wciąż jeszcze ma elementy kupowania kota w worku, jednak skala niepewności staje się coraz mniejsza dzięki coraz bardziej zaawansowanej i dostępnej analityce. Ma to swoje wady – trudno wyłuskać dziś rodzynka, o którym nie wie nikt inny na świecie, a jedynie nasz dział skautingowy.
Ma też zalety – znacznie trudniej nabrać się na kompletnego paralityka albo pamiętnego studenta testowanego przez Wisłę Kraków, choć polskie kluby wciąż jeszcze pokazują, że wszystko jest możliwe.
Saga Bukariego
Osman Bukari to przypadek wybitny.
Przenieśmy się o kilka miesięcy wstecz. Mamy 19 grudnia 2025 roku. Widzew ogłasza, że pobił rekord transferowy polskiej Ekstraklasy. Zapłacił Amerykanom pięć milionów euro za Osmana Bukariego. Kilka dni później Dariusz Adamczuk jest pewny, że Bukari wypali:
– Mieliśmy na skrzydłach problem z liczbami i właśnie nich od Bukariego oczekujemy. Jesteśmy pewni tego transferu. Bukari ma być gwiazdą ligi. Jeśli się nią nie stanie, będzie to nasza porażka.
Bukari rzeczywiście jest gwiazdą, ale raczej memów i prześmiewczych wpisów.
10 lutego po pierwszej nominacji Ghańczyka do tzw. „Badziewiaków 20. kolejki” Paweł Paczul pisze:
„Dwóch kolejek potrzebował Osman Bukari, żeby znaleźć się w naszych badziewiakach, a i po pierwszym meczu aspirował, natomiast wówczas byli jeszcze gorsi. Za tę kasę oczekiwania są duże, to taki Fornalczyk do kwadratu, ba, patrząc na cenę – do sześcianu, więc Ghańczyk musi się w sobie bardzo szybko zebrać”.
Dzień później Radosław Kałużny stwierdza, że zagrałby lepiej od Bukariego.
5 marca trenerem Widzewa zostaje Aleksandar Vuković. Odsuwa Bukariego od składu na mecz z Lechem. Potrzeba radykalnych kroków, otrzeźwienia, ten niewątpliwie takim jest. Mecze z Arką i Górnikiem skrzydłowy spędza na ławce rezerwowych. Tuż po tym ostatnim… wyjeżdża do Nigerii. Ale… okazuje się, że jego wiza nie pozwala na pobyt w Polsce dłuższy niż trwający 90 dni. Najdroższego piłkarza nie będzie w kraju prawie trzy tygodnie. Jego klub zajmuje w lidze 17. pozycję.
Wszystko to wygląda jak scenariusz słabej komedii, a nie jak opis zdarzeń, jakie nastąpiły po największym wydatku na piłkarza w historii klubów Ekstraklasy.
Czy Osman Bukari ma szansę być największym flopem w historii? Do Coutinho czy Hazarda wiele mu brakuje. Przede wszystkim Widzew nie wydał na niego ponad stu baniek euro. Choć całkiem możliwe, że pięć milionów to dla RTS-u takie same obciążenie, jak 115 milionów dla Realu czy Barcelony. W każdym z tych przypadków mówimy przecież o mniej więcej dziesięciu procentach budżetu klubu.
Sprawdzamy więc dziś, jak wyglądały losy aktualnych rekordowych transferów przychodzących do 25 najmocniejszych lig europejskich. Bierzemy pod uwagę tylko piłkarza sprowadzonego za największą kwotę do danych rozgrywek. Czy nie strzelali goli jak Bukari, czy opuszczali mecze jak Bukari? Czy byli tacy, których można nazwać gorszymi od niego?
Rekordy transferowe lig europejskich
Oczywiście wielokrotnie zdarzało się, by sprowadzony za wielkie pieniądze gracz spędzał na boisku bardzo mało czasu, a powodem tego były kontuzje. Trudno mówić wówczas o wpadce transferowej, oczywiście poza sytuacjami, w których zawodnik znany był ze skłonności do urazów, a ktoś życzeniowo myślał, że te akurat u nich go ominą.
Sprawdzamy zatem rekordzistów 25 najmocniejszych lig pod względem tego, ile goli strzelili w nowym klubie w pierwszym sezonie po dołączeniu do niego, jak długo przebywali na boisku, ile meczów ligowych opuścili z innych względów niż kartki i kontuzje oraz za ile zostali później sprzedani. W przypadku Bukariego wskaźniki te to zero goli i 56% możliwych minut i cztery mecze opuszczone.
Już w przypadku rekordzisty najmocniejszej ligi świata można mieć wątpliwości, czy transfer miał sens. Alexander Isak znalazł się nie tak dawno w Liverpoolu po tym, jak odmówił dalszej gry w Newcastle. Wymuszał transfer. Kosztował potężną kwotę – ponad 140 mln euro. Potem zaliczał na boisku głównie porażkę za porażką aż do grudniowego meczu z Tottenhamem, w którym wszedł w drugiej połowie, strzelił gola i w tym samym momencie złamał nogę.
Dopiero w ubiegłym tygodniu Szwed powoli zaczął wracać do treningów. Gdy grał, wcale nie spisywał się adekwatnie do swojej ceny. Duże znaczenie miały pewnie zaległości treningowe, gdy odmawiał wykonywania swoich obowiązków w Newcastle. Wrócił na boisko na ostatni kwadrans meczu z PSG w Lidze Mistrzów. Niewiele pokazał, jak i cały Liverpool.
Isak zmieniał jednak klub wewnątrz Premier League. Gdyby patrzeć tylko na rekordzistę przychodzącego z zewnątrz, jest nim Florian Wirtz, który zmienił Bayer na Liverpool i spisuje się na razie bardzo dobrze.
Kontuzje prześladowały też Ousmane’a Dembele, gdy osiem lat temu dołączał do Barcelony z Borussii, stając się (aż do dziś) najdroższym zakupem klubu La Liga. Mnóstwo spotkań przez urazy opuszczał też Neymar po dołączeniu do PSG.
Ile Ty właściwie kosztowałeś?
Od początku całkiem dobrze w nowym klubie spisywali się także inni rekordziści najmocniejszych lig. Cristano Ronaldo w Juventusie (21 goli), Harry Kane w Bayernie. W Ajaksie nieźle spisywali się Steven Bergwijn, a w Benfice Enzo Fernandez.
River Plate za Argentyńczyka otrzymało najpierw „zaledwie” dwanaście milionów euro, ale później dzięki procentowi od kolejnej transakcji do Chelsea łączna kwota była o 30 milionów wyższa.
Transfermarkt dolicza takie dalsze płatności do kwoty poprzedniego transferu. Obraz jest dzięki temu pełniejszy, ale nie oddaje sytuacji na dzień, w którym zawodnik pierwotnie zmieniał klub. Czasem dopiero po latach może się okazać, że przechodząc do jakiegoś klubu pobił rekord transferowy danej ligi. Następuje to w momencie doliczania udziału jego wcześniejszego pracodawcy w późniejszym transferze.
W taki sposób „post factum” rekord ligi szwajcarskiej ustanowił Riccardo Calafiori (przechodząc z Romy do Basel), ligi szwedzkiej – August Prieske, a ligi duńskiej – Kamil Grabara, za którego Kopenhaga zapłaciła Liverpoolowi trzy miliony funtów, ale później dopłaciła jedną z piątą z kilkunastu milionów euro, jakie uzyskała ze sprzedaży Polaka do Wolfsburga. Niestety Grabara wpuścił w Niemczach najwięcej bramek spośród wszystkich golkiperów najlepszych pięciu lig.
Żadnego z tych transferów nie można jednak traktować jako wybitnej wpadki.
Zastanowić się nad tym można było początkowo w przypadku syna trenera Briana Prieske. Jesienią 2024 po rekordowym przejściu z Midtjylland do Djurgarden szło mu fatalnie. Nie strzelił żadnego gola, choć jest środkowym napastnikiem. Wszystko odmieniło się w 2025 r. August Prieske najpierw dotarł ze szwedzkim klubem do półfinału Ligi Konferencji, a potem w 17 meczach ligowych strzelił 16 goli i został królem strzelców, co zaowocowało transferem do Birmingham. Za prawie dwa razy wyższą kwotę, niż otrzymali wcześniej za niego Duńczycy.
Zmarnowane pieniądze na Jaremczuka
W przypadku ligi belgijskiej rekordowy transfer przychodzący to Ernest Nuamah dołączający do RWD Molenbeek. To była jednak tylko kreatywna księgowość. Od razu bowiem dołączył do mającego tego samego właściciela Lyonu, dzięki czemu francuski klub mógł obejść ograniczenia transferowe. Nie uwzględniam zatem jego, tylko Romana Jaremczuka.
Trzy lata temu Brugia zapłaciła za niego Benfice 17 milionów euro. Podpisał kontrakt na cztery lata, a strzelił tylko dwa gole. Okazał się być niewypałem. Rozegrał zaledwie jedną trzecią możliwych minut w lidze. Został wypożyczony do Valencii, gdzie też spisywał się średnio. Ostatecznie belgijski klub odzyskał za niego jedynie dwa miliony, gdy dwa lata temu tyle zapłacił za niego Olympiakos.
Rekord zakupów w Turcji pobił zdecydowanie Victor Osimhen. Najpierw został wypożyczony do Galatasaray, zatem nie był tak naprawdę nowym, niesprawdzonym zawodnikiem. Najdroższy nowy piłkarz nad Bosforem to Wilfried Singo, który latem za ponad 30 mln euro trafił do Galatasaray z Monaco. Poza kontuzją, której doznał na przełomie roku, gra dużo. W ostatnich dwóch meczach zdobył nawet bramki, choć jest obrońcą.
Nie oceniaj piłkarza po pierwszej rundzie
Bardzo ciekawy przypadek miał miejsce w Czechach. Dwa lata temu Slavia ściągnęła z Norwegii El Hadjiego Malicka Dioufa. Wejście miał mocne. Strzelił gola najpierw w Karwinie, a po kilku dniach w derbach ze Spartą.
Niestety w 1/8 finału Ligi Europy brutalnie sfaulował Christiana Pulisica, za co otrzymał czerwoną kartkę. Do tego złapał kontuzję i wypadł ze składu na tyle, by występować w rezerwach Slavii. W rundzie mistrzowskiej nie grał już prawie wcale. Ciekawostką jest fakt, że wygryzł go z pierwszej jedenastki między innymi Ondrej Zmrzly.
Na starcie kolejnego sezonu Czech doznał jednak kontuzji, a Senegalczyk wykorzystał szansę i nie oddał już miejsca w wyjściowym zestawieniu Slavii. Nawet po odejściu Dioufa do West Hamu, Zmrzly miał problemy z dostaniem się do podstawowego składu i miesiąc temu został wypożyczony do Górnika Zabrze.
O ile pierwsza runda Dioufa w Czechach była kompletnym rozczarowaniem, to drugi sezon można wręcz nazwać rewelacyjnym. Może takie perspektywy czekają Bukariego w Widzewie? Senegalczyk wypromował się na tyle, że ostatecznie został sprzedany do West Hamu za niebotyczne 22 miliony euro. Jako lewy wahadłowy strzelił aż siedem ligowych goli. Trzeba pamiętać, że Slavia musiała zapłacić za niego niecałe sześć baniek. Przy czym oryginalnie kosztował tylko 2,7 miliona. Reszta to dopłata za udział Norwegów w kolejnym transferze.
Strzelał dla Slavii przepiękne gole:
Dělovka Malicka Dioufa znamená poločasové vedení Slavie 1:0 pic.twitter.com/bg6Flysojt
— Chance Liga (@chanceliga) August 2, 2024
Rekordy z… XX wieku
Dość sensacyjnie wyglądają rekordowe transfery przychodzące do ligi greckiej i szkockiej. Choć może wydawać się to nieprawdopodobne, to pochodzą z… dwudziestego wieku. Od czasu, gdy Olympiakos zapłacił Porto 13,5 miliona za Zlatko Zahovicia, a Rangersi o pięć milionów więcej przekazali Chelsea za Tore Andre Flo, nikt do tych lig nie sprowadził piłkarzy kosztujących więcej!
Flo trudno nazwać „Flo”-pem. Zaczął od gola z Celtikiem, potem dołożył ich jeszcze dziesięć, a drugi sezon miał jeszcze lepszy. Natomiast kompletnie nieudany był transfer Słoweńca do Grecji.
W 1999 roku niespodziewanie po odejściu z Porto zdecydował się na Olympiakos, choć miał propozycje z wielu mocniejszych lig. Za zbyt późny powrót z wakacji ukarał go jednak trener Dusan Bajević, a następnie pomocnik pokłócił się z jego następcą – Alberto Bigonem. W efekcie rozegrał w Pireusie tylko 14 meczów, choć zdobył w nich aż siedem bramek.
Lepiej szło mu w kadrze, z którą pojechał zarówno na Euro 2000, jak i na mundial dwa lata później. Na tym pierwszym turnieju zagrał nawet w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko… Tore Andre Flo. Tylko remis eliminował zarówno Słowenię, jak i Norwegię. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym.
Piłkarz ten jest ojcem byłego zawodnika Pogoni i Górnika: Luki Zahovicia. Osiągnąłby pewnie więcej, ale Zlatko kłócił się z kim się tylko dało, w tym z selekcjonerami i dziennikarzami.
Przeciętni rekordziści. Jeden gra w Cracovii
Wśród rekordów, które okazały się niezbyt udane należy wskazać Lucasa Gourna-Douatha. Francuz trzy lata temu przeszedł z Saint-Etienne do Salzburga za 13 milionów euro i nie pokazał nic wielkiego. Do dziś to największy transfer przychodzący do ligi austriackiej. Red Bull nie sprzedał tego defensywnego pomocnika do dziś, a wyceniany jest już na zaledwie połowę kwoty, którą za niego zapłacono.
Jeżeli pominąć wspomnianego wcześniej Calafioriego, to rekord Szwajcarii należy do Matiasa Palaciosa sprowadzonego przez Basel z San Lorenzo za ponad pięć milionów w 2021 roku. On akurat zawiódł na całej linii i został sprzedany za połowę tej kwoty już po roku.
W Chorwacji rekord należy do Marko Roga, ale jego Dinamo sprowadziło z RNK Split. Jeżeli chodzi o transfery z innych lig, najwięcej Dinamo zapłaciło za Bosko Sutalo, za którego cztery miliony dostała Atalanta. Na początku pobytu w Zagrzebiu złamał kość i praktycznie nie grał przez rok. Wystąpił ostatecznie w zaledwie kilku meczach przez dwa lata i strzelił jednego gola. Obecnie jest wypożyczony do Cracovii ze Standardu.
Większość się sprawdziła
Matheus Saldanha kosztował Ferencvaros trzy miliony euro. Brazylijczyk grał mało, opuszczał mecze, rzadko zaliczał pełne 90 minut. Jednak strzelił 10 goli i został sprzedany prawie dwa razy drożej niż kosztował. Za taką samą kwotę przeszedł niedawno do Ferencvarosu z Celje Franko Kovacevic. Gra regularnie i w co drugim meczu strzela bramkę. Obu trudno nazwać niewypałami.
Rekord Serbii to 5,5 miliona zapłacone przez Crveną Zvezdę Olympiakosowi za In-beom Hwanga. Koreańczyk zaliczył gola i asystę przeciwko Manchesterowi City w Lidze Mistrzów i został graczem sezonu w swojej lidze. Tak się wydaje pięć i pół bańki, drogi Widzewie! Tym miał być właśnie Bukari.
Rekord Ukrainy ma już ponad dziesięć lat i pochodzi z czasów, gdy Szachtar wyłożył 25 milionów za Bernarda z Atletico Mineiro. Trudno mówić, by był niewypałem. Strzelał co prawda mało bramek jak na skrzydłowego, ale spędził w Doniecku aż pięć lat i zdobył trzy mistrzostwa.
O pozostałych aktualnych rekordzistach czołowych lig europejskich trudno powiedzieć, by zawiedli:
Albert Grønbaek (za 4,8 mln euro kupiony przez Bodo/Glimt)
Vidar Örn Kjartansson (3,5 mln, Maccabi Tel-Awiw)
Cristian Fabbiani (3 mln, CFR Cluj)
Po tej analizie Bukari może okazać się najgorszy
Jeżeli weźmiemy pod uwagę rekordowe transfery przychodzące do 25 najlepszych lig Europy, to wcale nie jest tak, że wszystkie wypaliły. Da się znaleźć co najmniej kilka, które okazały się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.
Jaremczuk do Brugge
Zahović do Olympiakosu
Palacios do Basel
Sutalo do Dinama
Przeciętnie należy też ocenić przejście Lucas Gourna-Douath do Salzburga. Początkowo na niewypały wyglądali też El Hadji Malick Diouf i August Priske, ale zdecydowanie poprawili swoją grę w kolejnej rundzie.
Żadnego gola w swojej pierwszej rundzie w nowym klubie nie strzelili Calafiori, Gourna-Douath, Prieske, ale dwaj pierwsi byli zawodnikami defensywnymi. Czy Bukari im dorówna? Mniej minut od Ghańczyka w pierwszym sezonie (po odliczeniu kontuzji) rozegrali: Dembele, Jaremczuk, Diouf, Zahović, Priske, Saldanha i Bernard.
Więcej meczów od nowego zawodnika Widzewa (przegapił już cztery) opuścili z powodów innych niż kontuzje i kartki tylko Diouf, Zahović, Saldanha i Cristian Fabani (środkowy napastnik CFR Cluj sprzed ponad dekady).
Wszyscy oni do dziś są posiadaczami rekordu transferu przychodzącego do danej ligi. Jak na tym tyle plasuje się Bukari? Nieco za wcześnie, by ostatecznie oceniać. Wydaje się, że niezależnie jak dobrze jeszcze mu pójdzie tej wiosny, z pewnością utrzyma się wśród pięciu najgorszych rekordzistów. Na razie jest jednak mocnym kandydatem do zajęcia pierwszego miejsca na liście największych niewypałów wśród największych transferów przychodzących do najlepszych lig w Europie.
CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:
W Łodzi sklepy prowokują tak samo jak kible
Lerager: Inne kluby zazdroszczą Widzewowi
Piłkarz Widzewa nie ma wątpliwości: Walczymy o utrzymanie
Konga w Widzewie ciąg dalszy. Kolejny piłkarz utknął w Afryce
Fot. Newspix.pl
Artykuł Osman Bukari – szansa na największy niewypał transferowy Europy pochodzi z serwisu weszlo.com.
Artykuł Osman Bukari – szansa na największy niewypał transferowy Europy pochodzi z serwisu weszlo.com.
Rekordy transferowe lig europejskich – jak spisywali się ich bohaterowie?
Czy pobijając rekord transferów przychodzących do danej ligi ma się gwarancję, że kupiony zawodnik będzie gwiazdą? Zdecydowanie nie. Poszukiwanie piłkarzy wciąż jeszcze ma elementy kupowania kota w worku, jednak skala niepewności staje się coraz mniejsza dzięki coraz bardziej zaawansowanej i dostępnej analityce. Ma to swoje wady – trudno wyłuskać dziś rodzynka, o którym nie wie nikt inny na świecie, a jedynie nasz dział skautingowy.
Ma też zalety – znacznie trudniej nabrać się na kompletnego paralityka albo pamiętnego studenta testowanego przez Wisłę Kraków, choć polskie kluby wciąż jeszcze pokazują, że wszystko jest możliwe.
Saga Bukariego
Osman Bukari to przypadek wybitny.
Przenieśmy się o kilka miesięcy wstecz. Mamy 19 grudnia 2025 roku. Widzew ogłasza, że pobił rekord transferowy polskiej Ekstraklasy. Zapłacił Amerykanom pięć milionów euro za Osmana Bukariego. Kilka dni później Dariusz Adamczuk jest pewny, że Bukari wypali:
– Mieliśmy na skrzydłach problem z liczbami i właśnie nich od Bukariego oczekujemy. Jesteśmy pewni tego transferu. Bukari ma być gwiazdą ligi. Jeśli się nią nie stanie, będzie to nasza porażka.
Bukari rzeczywiście jest gwiazdą, ale raczej memów i prześmiewczych wpisów.
10 lutego po pierwszej nominacji Ghańczyka do tzw. „Badziewiaków 20. kolejki” Paweł Paczul pisze:
„Dwóch kolejek potrzebował Osman Bukari, żeby znaleźć się w naszych badziewiakach, a i po pierwszym meczu aspirował, natomiast wówczas byli jeszcze gorsi. Za tę kasę oczekiwania są duże, to taki Fornalczyk do kwadratu, ba, patrząc na cenę – do sześcianu, więc Ghańczyk musi się w sobie bardzo szybko zebrać”.
Dzień później Radosław Kałużny stwierdza, że zagrałby lepiej od Bukariego.
5 marca trenerem Widzewa zostaje Aleksandar Vuković. Odsuwa Bukariego od składu na mecz z Lechem. Potrzeba radykalnych kroków, otrzeźwienia, ten niewątpliwie takim jest. Mecze z Arką i Górnikiem skrzydłowy spędza na ławce rezerwowych. Tuż po tym ostatnim… wyjeżdża do Nigerii. Ale… okazuje się, że jego wiza nie pozwala na pobyt w Polsce dłuższy niż trwający 90 dni. Najdroższego piłkarza nie będzie w kraju prawie trzy tygodnie. Jego klub zajmuje w lidze 17. pozycję.
Wszystko to wygląda jak scenariusz słabej komedii, a nie jak opis zdarzeń, jakie nastąpiły po największym wydatku na piłkarza w historii klubów Ekstraklasy.
Czy Osman Bukari ma szansę być największym flopem w historii? Do Coutinho czy Hazarda wiele mu brakuje. Przede wszystkim Widzew nie wydał na niego ponad stu baniek euro. Choć całkiem możliwe, że pięć milionów to dla RTS-u takie same obciążenie, jak 115 milionów dla Realu czy Barcelony. W każdym z tych przypadków mówimy przecież o mniej więcej dziesięciu procentach budżetu klubu.
Sprawdzamy więc dziś, jak wyglądały losy aktualnych rekordowych transferów przychodzących do 25 najmocniejszych lig europejskich. Bierzemy pod uwagę tylko piłkarza sprowadzonego za największą kwotę do danych rozgrywek. Czy nie strzelali goli jak Bukari, czy opuszczali mecze jak Bukari? Czy byli tacy, których można nazwać gorszymi od niego?
Rekordy transferowe lig europejskich
Oczywiście wielokrotnie zdarzało się, by sprowadzony za wielkie pieniądze gracz spędzał na boisku bardzo mało czasu, a powodem tego były kontuzje. Trudno mówić wówczas o wpadce transferowej, oczywiście poza sytuacjami, w których zawodnik znany był ze skłonności do urazów, a ktoś życzeniowo myślał, że te akurat u nich go ominą.
Sprawdzamy zatem rekordzistów 25 najmocniejszych lig pod względem tego, ile goli strzelili w nowym klubie w pierwszym sezonie po dołączeniu do niego, jak długo przebywali na boisku, ile meczów ligowych opuścili z innych względów niż kartki i kontuzje oraz za ile zostali później sprzedani. W przypadku Bukariego wskaźniki te to zero goli i 56% możliwych minut i cztery mecze opuszczone.
Już w przypadku rekordzisty najmocniejszej ligi świata można mieć wątpliwości, czy transfer miał sens. Alexander Isak znalazł się nie tak dawno w Liverpoolu po tym, jak odmówił dalszej gry w Newcastle. Wymuszał transfer. Kosztował potężną kwotę – ponad 140 mln euro. Potem zaliczał na boisku głównie porażkę za porażką aż do grudniowego meczu z Tottenhamem, w którym wszedł w drugiej połowie, strzelił gola i w tym samym momencie złamał nogę.
Dopiero w ubiegłym tygodniu Szwed powoli zaczął wracać do treningów. Gdy grał, wcale nie spisywał się adekwatnie do swojej ceny. Duże znaczenie miały pewnie zaległości treningowe, gdy odmawiał wykonywania swoich obowiązków w Newcastle. Wrócił na boisko na ostatni kwadrans meczu z PSG w Lidze Mistrzów. Niewiele pokazał, jak i cały Liverpool.
Isak zmieniał jednak klub wewnątrz Premier League. Gdyby patrzeć tylko na rekordzistę przychodzącego z zewnątrz, jest nim Florian Wirtz, który zmienił Bayer na Liverpool i spisuje się na razie bardzo dobrze.
Kontuzje prześladowały też Ousmane’a Dembele, gdy osiem lat temu dołączał do Barcelony z Borussii, stając się (aż do dziś) najdroższym zakupem klubu La Liga. Mnóstwo spotkań przez urazy opuszczał też Neymar po dołączeniu do PSG.
Ile Ty właściwie kosztowałeś?
Od początku całkiem dobrze w nowym klubie spisywali się także inni rekordziści najmocniejszych lig. Cristano Ronaldo w Juventusie (21 goli), Harry Kane w Bayernie. W Ajaksie nieźle spisywali się Steven Bergwijn, a w Benfice Enzo Fernandez.
River Plate za Argentyńczyka otrzymało najpierw „zaledwie” dwanaście milionów euro, ale później dzięki procentowi od kolejnej transakcji do Chelsea łączna kwota była o 30 milionów wyższa.
Transfermarkt dolicza takie dalsze płatności do kwoty poprzedniego transferu. Obraz jest dzięki temu pełniejszy, ale nie oddaje sytuacji na dzień, w którym zawodnik pierwotnie zmieniał klub. Czasem dopiero po latach może się okazać, że przechodząc do jakiegoś klubu pobił rekord transferowy danej ligi. Następuje to w momencie doliczania udziału jego wcześniejszego pracodawcy w późniejszym transferze.
W taki sposób „post factum” rekord ligi szwajcarskiej ustanowił Riccardo Calafiori (przechodząc z Romy do Basel), ligi szwedzkiej – August Prieske, a ligi duńskiej – Kamil Grabara, za którego Kopenhaga zapłaciła Liverpoolowi trzy miliony funtów, ale później dopłaciła jedną z piątą z kilkunastu milionów euro, jakie uzyskała ze sprzedaży Polaka do Wolfsburga. Niestety Grabara wpuścił w Niemczach najwięcej bramek spośród wszystkich golkiperów najlepszych pięciu lig.
Żadnego z tych transferów nie można jednak traktować jako wybitnej wpadki.
Zastanowić się nad tym można było początkowo w przypadku syna trenera Briana Prieske. Jesienią 2024 po rekordowym przejściu z Midtjylland do Djurgarden szło mu fatalnie. Nie strzelił żadnego gola, choć jest środkowym napastnikiem. Wszystko odmieniło się w 2025 r. August Prieske najpierw dotarł ze szwedzkim klubem do półfinału Ligi Konferencji, a potem w 17 meczach ligowych strzelił 16 goli i został królem strzelców, co zaowocowało transferem do Birmingham. Za prawie dwa razy wyższą kwotę, niż otrzymali wcześniej za niego Duńczycy.
Zmarnowane pieniądze na Jaremczuka
W przypadku ligi belgijskiej rekordowy transfer przychodzący to Ernest Nuamah dołączający do RWD Molenbeek. To była jednak tylko kreatywna księgowość. Od razu bowiem dołączył do mającego tego samego właściciela Lyonu, dzięki czemu francuski klub mógł obejść ograniczenia transferowe. Nie uwzględniam zatem jego, tylko Romana Jaremczuka.
Trzy lata temu Brugia zapłaciła za niego Benfice 17 milionów euro. Podpisał kontrakt na cztery lata, a strzelił tylko dwa gole. Okazał się być niewypałem. Rozegrał zaledwie jedną trzecią możliwych minut w lidze. Został wypożyczony do Valencii, gdzie też spisywał się średnio. Ostatecznie belgijski klub odzyskał za niego jedynie dwa miliony, gdy dwa lata temu tyle zapłacił za niego Olympiakos.
Rekord zakupów w Turcji pobił zdecydowanie Victor Osimhen. Najpierw został wypożyczony do Galatasaray, zatem nie był tak naprawdę nowym, niesprawdzonym zawodnikiem. Najdroższy nowy piłkarz nad Bosforem to Wilfried Singo, który latem za ponad 30 mln euro trafił do Galatasaray z Monaco. Poza kontuzją, której doznał na przełomie roku, gra dużo. W ostatnich dwóch meczach zdobył nawet bramki, choć jest obrońcą.
Nie oceniaj piłkarza po pierwszej rundzie
Bardzo ciekawy przypadek miał miejsce w Czechach. Dwa lata temu Slavia ściągnęła z Norwegii El Hadjiego Malicka Dioufa. Wejście miał mocne. Strzelił gola najpierw w Karwinie, a po kilku dniach w derbach ze Spartą.
Niestety w 1/8 finału Ligi Europy brutalnie sfaulował Christiana Pulisica, za co otrzymał czerwoną kartkę. Do tego złapał kontuzję i wypadł ze składu na tyle, by występować w rezerwach Slavii. W rundzie mistrzowskiej nie grał już prawie wcale. Ciekawostką jest fakt, że wygryzł go z pierwszej jedenastki między innymi Ondrej Zmrzly.
Na starcie kolejnego sezonu Czech doznał jednak kontuzji, a Senegalczyk wykorzystał szansę i nie oddał już miejsca w wyjściowym zestawieniu Slavii. Nawet po odejściu Dioufa do West Hamu, Zmrzly miał problemy z dostaniem się do podstawowego składu i miesiąc temu został wypożyczony do Górnika Zabrze.
O ile pierwsza runda Dioufa w Czechach była kompletnym rozczarowaniem, to drugi sezon można wręcz nazwać rewelacyjnym. Może takie perspektywy czekają Bukariego w Widzewie? Senegalczyk wypromował się na tyle, że ostatecznie został sprzedany do West Hamu za niebotyczne 22 miliony euro. Jako lewy wahadłowy strzelił aż siedem ligowych goli. Trzeba pamiętać, że Slavia musiała zapłacić za niego niecałe sześć baniek. Przy czym oryginalnie kosztował tylko 2,7 miliona. Reszta to dopłata za udział Norwegów w kolejnym transferze.
Strzelał dla Slavii przepiękne gole:
Dělovka Malicka Dioufa znamená poločasové vedení Slavie 1:0 pic.twitter.com/bg6Flysojt
— Chance Liga (@chanceliga) August 2, 2024
Rekordy z… XX wieku
Dość sensacyjnie wyglądają rekordowe transfery przychodzące do ligi greckiej i szkockiej. Choć może wydawać się to nieprawdopodobne, to pochodzą z… dwudziestego wieku. Od czasu, gdy Olympiakos zapłacił Porto 13,5 miliona za Zlatko Zahovicia, a Rangersi o pięć milionów więcej przekazali Chelsea za Tore Andre Flo, nikt do tych lig nie sprowadził piłkarzy kosztujących więcej!
Flo trudno nazwać „Flo”-pem. Zaczął od gola z Celtikiem, potem dołożył ich jeszcze dziesięć, a drugi sezon miał jeszcze lepszy. Natomiast kompletnie nieudany był transfer Słoweńca do Grecji.
W 1999 roku niespodziewanie po odejściu z Porto zdecydował się na Olympiakos, choć miał propozycje z wielu mocniejszych lig. Za zbyt późny powrót z wakacji ukarał go jednak trener Dusan Bajević, a następnie pomocnik pokłócił się z jego następcą – Alberto Bigonem. W efekcie rozegrał w Pireusie tylko 14 meczów, choć zdobył w nich aż siedem bramek.
Lepiej szło mu w kadrze, z którą pojechał zarówno na Euro 2000, jak i na mundial dwa lata później. Na tym pierwszym turnieju zagrał nawet w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko… Tore Andre Flo. Tylko remis eliminował zarówno Słowenię, jak i Norwegię. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym.
Piłkarz ten jest ojcem byłego zawodnika Pogoni i Górnika: Luki Zahovicia. Osiągnąłby pewnie więcej, ale Zlatko kłócił się z kim się tylko dało, w tym z selekcjonerami i dziennikarzami.
Przeciętni rekordziści. Jeden gra w Cracovii
Wśród rekordów, które okazały się niezbyt udane należy wskazać Lucasa Gourna-Douatha. Francuz trzy lata temu przeszedł z Saint-Etienne do Salzburga za 13 milionów euro i nie pokazał nic wielkiego. Do dziś to największy transfer przychodzący do ligi austriackiej. Red Bull nie sprzedał tego defensywnego pomocnika do dziś, a wyceniany jest już na zaledwie połowę kwoty, którą za niego zapłacono.
Jeżeli pominąć wspomnianego wcześniej Calafioriego, to rekord Szwajcarii należy do Matiasa Palaciosa sprowadzonego przez Basel z San Lorenzo za ponad pięć milionów w 2021 roku. On akurat zawiódł na całej linii i został sprzedany za połowę tej kwoty już po roku.
W Chorwacji rekord należy do Marko Roga, ale jego Dinamo sprowadziło z RNK Split. Jeżeli chodzi o transfery z innych lig, najwięcej Dinamo zapłaciło za Bosko Sutalo, za którego cztery miliony dostała Atalanta. Na początku pobytu w Zagrzebiu złamał kość i praktycznie nie grał przez rok. Wystąpił ostatecznie w zaledwie kilku meczach przez dwa lata i strzelił jednego gola. Obecnie jest wypożyczony do Cracovii ze Standardu.
Większość się sprawdziła
Matheus Saldanha kosztował Ferencvaros trzy miliony euro. Brazylijczyk grał mało, opuszczał mecze, rzadko zaliczał pełne 90 minut. Jednak strzelił 10 goli i został sprzedany prawie dwa razy drożej niż kosztował. Za taką samą kwotę przeszedł niedawno do Ferencvarosu z Celje Franko Kovacevic. Gra regularnie i w co drugim meczu strzela bramkę. Obu trudno nazwać niewypałami.
Rekord Serbii to 5,5 miliona zapłacone przez Crveną Zvezdę Olympiakosowi za In-beom Hwanga. Koreańczyk zaliczył gola i asystę przeciwko Manchesterowi City w Lidze Mistrzów i został graczem sezonu w swojej lidze. Tak się wydaje pięć i pół bańki, drogi Widzewie! Tym miał być właśnie Bukari.
Rekord Ukrainy ma już ponad dziesięć lat i pochodzi z czasów, gdy Szachtar wyłożył 25 milionów za Bernarda z Atletico Mineiro. Trudno mówić, by był niewypałem. Strzelał co prawda mało bramek jak na skrzydłowego, ale spędził w Doniecku aż pięć lat i zdobył trzy mistrzostwa.
O pozostałych aktualnych rekordzistach czołowych lig europejskich trudno powiedzieć, by zawiedli:
Albert Grønbaek (za 4,8 mln euro kupiony przez Bodo/Glimt)
Vidar Örn Kjartansson (3,5 mln, Maccabi Tel-Awiw)
Cristian Fabbiani (3 mln, CFR Cluj)
Po tej analizie Bukari może okazać się najgorszy
Jeżeli weźmiemy pod uwagę rekordowe transfery przychodzące do 25 najlepszych lig Europy, to wcale nie jest tak, że wszystkie wypaliły. Da się znaleźć co najmniej kilka, które okazały się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.
Jaremczuk do Brugge
Zahović do Olympiakosu
Palacios do Basel
Sutalo do Dinama
Przeciętnie należy też ocenić przejście Lucas Gourna-Douath do Salzburga. Początkowo na niewypały wyglądali też El Hadji Malick Diouf i August Priske, ale zdecydowanie poprawili swoją grę w kolejnej rundzie.
Żadnego gola w swojej pierwszej rundzie w nowym klubie nie strzelili Calafiori, Gourna-Douath, Prieske, ale dwaj pierwsi byli zawodnikami defensywnymi. Czy Bukari im dorówna? Mniej minut od Ghańczyka w pierwszym sezonie (po odliczeniu kontuzji) rozegrali: Dembele, Jaremczuk, Diouf, Zahović, Priske, Saldanha i Bernard.
Więcej meczów od nowego zawodnika Widzewa (przegapił już cztery) opuścili z powodów innych niż kontuzje i kartki tylko Diouf, Zahović, Saldanha i Cristian Fabani (środkowy napastnik CFR Cluj sprzed ponad dekady).
Wszyscy oni do dziś są posiadaczami rekordu transferu przychodzącego do danej ligi. Jak na tym tyle plasuje się Bukari? Nieco za wcześnie, by ostatecznie oceniać. Wydaje się, że niezależnie jak dobrze jeszcze mu pójdzie tej wiosny, z pewnością utrzyma się wśród pięciu najgorszych rekordzistów. Na razie jest jednak mocnym kandydatem do zajęcia pierwszego miejsca na liście największych niewypałów wśród największych transferów przychodzących do najlepszych lig w Europie.
CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:
W Łodzi sklepy prowokują tak samo jak kible
Lerager: Inne kluby zazdroszczą Widzewowi
Piłkarz Widzewa nie ma wątpliwości: Walczymy o utrzymanie
Konga w Widzewie ciąg dalszy. Kolejny piłkarz utknął w Afryce
Fot. Newspix.pl
Artykuł Osman Bukari – szansa na największy niewypał transferowy Europy pochodzi z serwisu weszlo.com.
Artykuł Osman Bukari – szansa na największy niewypał transferowy Europy pochodzi z serwisu weszlo.com.