News własny: Kapka rozstał się z Widzewem, ale na emeryturę się nie wybiera

W poniedziałek klubowa witryna poinformowała, że rozwiązano za porozumieniem stron umowę o pracę ze Zdzisławem Kapką. Ostatnio był on zatrudniony jako skaut, związał się z Widzewem w czasie, gdy zarządził nim ówczesny chętny za zakup akcji, czyli Murapol. Sam rodzaj współpracy budził spore kontrowersje.

Kapka trafił na Piłsudskiego w pakiecie z trenerem Franciszkiem Smudą i jego asystentem Marcinem Broniszewskim. Miał odpowiadać za szeroko pojętą politykę transferową, ale oceny jego działań były podzielone. Z jednej strony sprowadzono do zespołu takich graczy, jak Dario Kristo, który miał duży wkład w wywalczenie awansu do II ligi czy Konrad Gutowski, podstawowy gracz łodzian po dziś dzień. Z drugiej, w Łodzi wylądowali również tacy zawodnicy, jak Słowacy Robert Demjan (największe rozczarowanie za kadencji Kapki) i Marek Zuziak czy kompletnie nieprzydatny Michał Przybylski, który nie przebił się i wrócił na Wyspy Owcze lub Karol Stanek. Pocieszeniem może być fakt, że na szczęście odzyskano zainwestowane w niego środki, sprzedając do Piasta Gliwice.

Misja Kapki miała dobiec końca z chwilą, gdy rozstano się ze Smudą. Okazało się jednak, że tego pierwszego nie będzie łatwo się pozbyć. Wszystko przez umowę, jaką zawarto z nim za czasów Murapolu. Zdzisław Kapka był w tzw. wieku ochronnym, więc prawo zabraniało Widzewowi wypowiedzieć współpracę. Niechciany pracownik został więc odstawiony na boczny tor, gdy drużynę objął Radosław Mroczkowski. Trwało to kilka ładnych miesięcy.

Na początku 2019 roku sprawę Kapki próbowali rozwiązać tymczasowi szefowie klubu. Po rezygnacji Przemysława Klementowskiego, do momentu wybrania następcy, obowiązki prezesa pełnił Remigiusz Brzeziński. To właśnie w tamtym okresie poinformowano, że Kapka odchodzi, ale szybko wyszło na jaw, że to nie do końca zgodne z prawdą. Owszem, umowę rozwiązano, ale natychmiast podpisano nową, mianując byłego dyrektora sportowego skautem. Wpadkę nazwano wówczas błędem komunikacyjnym, ale na obronę tych działań podano, że dzięki zmianie stanowiska klub zaoszczędził spore pieniądze. To stwierdzenie podważył natomiast Bartłomiej Stańdo, który na łamach serwisu „Łączy nas pasja” wyliczył, że oszczędności były niemal zerowe…

Kapka trwał więc w klubie, nie wykonując de facto żadnych zadań dla Widzewa. Moment zwrotny nastąpił teraz, gdy po raz drugi klub wydał komunikat o odejściu pracownika. Tym razem w pełni zgodny ze stanem faktycznym – umowę rozwiązano za porozumieniem stron. Co ciekawe, dowiedzieliśmy, że inicjatywa wyszła ze strony 64-latka.

Dlaczego Zdzisław Kapka nagle zdecydował się zejść z widzewskiej listy płac i definitywnie odejść z klubu? Jak ustaliliśmy, ma to związek z propozycją, jaką otrzymał z Ekstraklasy. Ma wkrótce zostać pracownikiem Lechii Gdańsk i dla niej filtrować transferowy rynek. Czy zostawi po sobie lepsze wrażenie, jak w „Mieście Włókniarzy”? Czas pokaże.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o