News własny: Silniejsze kluby zerkają na wychowanka? Czy to pora na odejście?

Kibice Widzewa cały czas żyją transferami. Jedni analizują pozyskanie Krystiana Nowaka, inni czekają na zimowe wzmocnienie numer trzy. Tymczasem pojawiła się sugestia, iż łodzianie mogą wkrótce stracić jednego ze swoich zawodników. O kogo chodzi?

Temat rzucił w niedzielę na Twitterze dziennikarz „Gazety Wyborczej” Jarosław Bińczyk. Wpis nie był jednak konkretny, zawierał jedynie stwierdzenie, że bogaty polski klub może zabiegać o zawodnika RTS, którego kontrakt wygasa latem. Autor nie podał jeszcze ani nazwy klubu, ani personaliów widzewiaka. Wśród kibiców rozgorzała więc dyskusja, o jakiego gracza chodzi i czy jego odejście byłoby mocno kłopotliwe.

Wytypowanie kandydata może okazać się nie być specjalnie trudnym. Latem wygasają umowy z: Patrykiem Wolańskim, Łukaszem Turzynieckim, Christopherem Mandiangu, Danielem Mąką, Marcelem Pięczkiem oraz Łukaszem Zejdlerem. Większość tych piłkarzy nie ma obecnie statusu podstawowego, a ten ostatni jest wręcz uznany za zbędnego. Grupa ta jesienią siedziała na ławce rezerwowych w II lidze, w pierwszym składzie widzieliśmy co prawda Mąkę, ale z racji wieku nie jest to postać, o którą miałby zabiegać ktoś możny z Ekstraklasy. Niektórzy fani zastanawiają się, czy dyskusja nie obejmuje także Łukasza Kosakiewicza, Sebastiana Rudola lub Bartłomieja Poczobuta, których umowy też wygasają 30 czerwca, ale w ich przypadku są klauzule powodujące przedłużenie o kolejny rok w przypadku wyczekiwanego awansu do I ligi.

O kogo może więc chodzić dziennikarzowi? Naszym zdaniem ma on na myśli Pięczka, czyli widzewskiego wychowanka. „Produkt” akademii przeszedł przez wszystkie drużyny młodzieżowe, a na treningi tej najważniejszej zaczął zapraszać go jeszcze Franciszek Smuda. Grający zazwyczaj na pozycji środkowego pomocnika Pięczek prawdziwą szansę dostał od Radosława Mroczkowskiego, który zamierzał przekwalifikować go na lewego obrońcę. Pomysł ten częściowo się sprawdził. Zawodnik spisywał się raz lepiej, raz gorzej, ale przede wszystkim grał. Nie bez znaczenia był wiek, ale z tego przywileju też trzeba umieć korzystać.

Pięczek robił to również na początku obecnego sezonu, ale sytuacja zmieniła się we Wronkach. Doznał on kontuzji i w przerwie został zastąpiony przez Kornela Kordasa. Zmiennik pokazał się z niezłej strony, w debiucie nie pękał przed grającym w rezerwach Lecha Poznań Maciejem Makuszewskim, podobnie jak przed innym byłym reprezentantem Polski, Pawłem Wszołkiem, w pucharowej rywalizacji z Legią Warszawa. Dobra postawa sprawiła, że Kordas zachował miejsce w składzie, gdy Pięczek wrócił już do zdrowia.

Dla wychowanka siedzenie na ławce nie jest komfortowym położeniem, ale z drugiej strony to przydatna lekcja, że w futbolu nikt nie da mu niczego za darmo. Nawet, gdy jest się uprzywilejowanym przez przepisy młodzieżowcem, trzeba pracować i zwyczajnie wywalczyć swoje na boisku. I rzeczywiście, Pięczek nie złożył broni, pod koniec rundy dawał dobre zmiany, zaliczał asysty. Pokazał, że zimą, gdy rywalizacja z Kordasem zacznie się na nowo, jest w stanie ponownie być numerem jeden.

Nie wiadomo jednak, jak potoczą się jego losy. Od pewnego czasu trwają rozmowy na temat przedłużenia wygasającego 30 czerwca kontraktu, ale póki co nie zostało to jeszcze sfinalizowane. Marcel Pięczek znajduje się na szarym końcu listy płac Widzewa i co zrozumiałe, chciałby zarabiać więcej. Jeszcze jesienią mówiło się, że żądania finansowe reprezentującego interesy zawodnika jego ojca są bardzo wywindowane. Od tego czasu być może zrewidowano oczekiwania, ale podpisu pod nową umową jak nie było, tak nie ma.

O sytuacji wychowanka w ostatnim czasie mówi się w kuluarach coraz więcej. Nie brakuje sygnałów, że może on podjąć decyzję o związaniu się z innym zespołem, choć pojawiają się także opinie, że to jedynie tworzenie wokół 19-latka sztucznego szumu. Nie trudno domyślić się, że z okazji chcą skorzystać różnej maści menadżerowie, obiecując wszystkim wokół złote góry. Z pewnością nie jest to korzystne dla samego Pięczka, który powinien być skoncentrowany jedynie na piłkarskim rozwoju.

Spokój zachowują na szczęście działacze. Z tego, co wiemy, pion sportowy jest za tym, by nadal współpracować z Pięczkiem. To nie tylko jedna z wizytówek klubowej akademii, ale także gracz, który w najbliższej przyszłości może zrobić postęp. Jego talent dostrzeżony został również przez Dariusza Gęsiora, który powoływał go do reprezentacji Polski jeszcze w limicie U-18. Nic dziwnego, że w Widzewie nie chcieliby rozstawać się z wychowankiem, ale „do tanga trzeba dwojga”. Jeżeli nie przedłuży on kończącej wkrótce umowy, klub dostanie za niego jedynie ekwiwalent za wyszkolenie, ale nie o pieniądze, a o zysk piłkarski chodzi trenerom i działaczom.

Należy też postawić pytanie, czy ewentualna zmiana barw byłaby dobrym ruchem ze strony 19-latka. Pięczek od najmłodszych lat związany jest z łódzkim klubem, w nim stawiał pierwsze kroki, rozwijał się, zadebiutował w pierwszym zespole. Przy Piłsudskiego chcą realizować ambitny projekt, dzięki czemu są w stanie namówić do współpracy takich zawodników, jak Marcin Robak, Mateusz Możdżeń czy teraz Krystian Nowak. Dlaczego piłkarze reprezentujący wysoki poziom wierzą w plany Widzewa i chcą iść z nim w górę ligowej drabinki, a nie chciałby tego zrobić wychowanek? Ciężko byłoby to zrozumieć. Pozostanie tego piłkarza wydaje się być klasyczną sytuacją win-win.

Ciąg dalszy sytuacji Marcela Pięczka zapewne nastąpi bardzo szybko. Spodziewamy się ich na łamach „Wyborczej”, co zresztą zapowiedział sam autor wpisu. Chyba, że red. Bińczykowi chodziło o inne nazwisko, ale nawet jeżeli tak, to w niczym nie zmieni to powyższych stwierdzeń na temat przyszłości gracza z numerem sześć na meczowej koszulce.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o