News własny: Wolsztyński w końcu chwalony. Również przez trenera

W ostatnich tygodniach Rafał Wolsztyński jest najlepszym strzelcem drużyny Widzewa. Napastnik zdobywa bramki jak na zawołanie nawet wtedy, gdy wchodzi na boisko z ławki rezerwowych. I w końcu jest chwalony, również przez trenera.

Wolsztyński był jednym z niewielu zawodników, którzy nie musieli wstydzić się za swoją postawę w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Dobra gra sprawiła nawet, że był szykowany na nowego kapitana zespołu, ale wraz z przyjściem Marcina Robaka wszystko się zmieniło. Były gracz Górnika Zabrze musiał oddać opaskę starszemu koledze i mocno rywalizować o miejsce w wyjściowym składzie.

Dość szybko pomógł mu pech Przemysława Kity, ale po wskoczeniu do jedenastki, Wolsztyński nie zachwycał swoją postawą. Zamiast cieszyć się, że zmiennik nie obniża poziomu gry, kibice niecierpliwie wyczekiwali powrotu Kity, który zluzuje przeciętnego „Wolsztyna”. Dwie asysty i jeden gol, to nie były wystarczające liczby, by zadowolić wymagające łódzkie trybuny, dlatego odetchnięto z ulgą, gdy Kita wrócił do zdrowia. To sprawiło, że Wolsztyński stracił nie tylko miejsce w podstawowym składzie, ale też pewność siebie.

Marazm napastnika trwał aż do 15. kolejki, do meczu w Boguchwale, w którym nastąpił przełom. Rafał Wolsztyński wszedł na murawę w końcowych minutach i wykorzystał je na maksimum. Jego przytomne zachowanie i dobitka strzału Daniela Tanżyny dały łodzianom zwycięskiego gola! Trafienie, dzięki któremu drużyna rzutem na taśmę pokonała Stal Stalowa Wola, dodała zawodnikowi otuchy.

Od tamtej pory Wolsztyński zaczął łapać coraz wyższą formę. Co prawda w starciu z Resovią nie wniósł niczego wielkiego, ale po pierwsze miał na to mało czasu (zagrał od 73. minuty), po drugie zawiódł wtedy cały zespół. Widzewiak odbił sobie to tydzień później, bo choć mimo absencji Daniela Mąki, sztab szkoleniowy wolał wystawić w Pruszkowie od pierwszej minuty Adama Radwańskiego, wchodząc z ławki znów zdobył bramkę. To zaowocowało powrotem do jedenastki, Marcin Kaczmarek posłał do gry całą trójkę napastników i każdy z nich wpisał się na listę strzelców. Wolsztyński trafił na 3:0, czym całkowicie „zabił” mecz.

Mimo dobrej dyspozycji, 24-latek musiał wrócić na ławkę, gdy po kartkowej przerwie znów dostępny był Radwański. Mimo to, Wolsztyński się nie poddał. Znów musiał wcielić się w rolę zmiennika, znów świetnie wykorzystując otrzymaną szansę. Potrzebował tylko trzech minut, by podwyższyć prowadzenie na 3:0, a w doliczonym czasie meczu z Bytovią Bytów ustalić jego wynik, zaliczając tym samym dublet. „Powiedziałem po meczu Rafałowi, że bardzo mi się podoba, gdy zawodnik tak reaguje wchodząc na zmianę. On miał oczekiwania, że będzie grał więcej i ja to po sportowemu rozumiem. Jest to jednak kwestia rywalizacji i moich decyzji. Jedenastka nie jest z gumy, a trudną rolą trenera jest tak zestawić skład, żeby zespół wygrywał” – ocenił występ swojego podopiecznego Kaczmarek.

Rafał Wolsztyński jest w ostatnim czasie najskuteczniejszym z widzewiaków. W pięciu minionych spotkaniach ligowych strzelił pięć bramek i choć tylko jedna była na wagę punktów, trudno nie docenić jego zaangażowania. Nie jest on jednak jedynym dublerem, który potrafi pozytywnie zaakcentować swoje wejście na boisko. W niedzielę drugą z rzędu asystą pokazał się Marcel Pięczek. „Nasi zmiennicy często pokazują, że dają drużyny sporo jakości i to musi cieszyć. Mocny zespół nie może mieć jedenastu czy dwunastu dobrych piłkarzy, tylko mocną i szeroką kadrę, wyrównaną na każdej pozycji. Jeżeli chcemy grać o najwyższe cele, to jest to konieczne” – dodał trener Widzewa.

Trudno nie zgodzić się z Marcinem Kaczmarkiem. W dziewiętnastu dotychczasowych meczach II ligi, piłkarze wprowadzani przez niego na murawę z ławki rezerwowych strzelili już osiem bramek. To tyle samo, ile zmiennicy zdobyli przez cały poprzedni sezon!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o