Wywiad własny z M. Kozłowskim: „To będzie wydarzenie, bo nigdy nie grałem przeciwko Widzewowi”

W sobotę do Łodzi przyjedzie kilka osób, które w przeszłości związane były z Widzewem. Jednym z nich jest Marcin Kozłowski, wychowanek RTS, który po raz pierwszy w karierze będzie miał okazję do występu przeciwko niemu. Postanowiliśmy zadać mu kilka pytań przed starciem z Pogonią.

– Czujesz już dreszczyk emocji przed sobotnim meczem?

– Staram się myśleć o tym spotkaniu, jak o każdym innym. Przygotowuję się z drużyną normalnie, ale nie ma co ukrywać, że będzie to dla mnie spore wydarzenie. Jeszcze nigdy w życiu nie grałem przeciwko Widzewowi. Nawet jak trafiłem do Legionowa, to występowaliśmy w II lidze, a w Łodzi dopiero odbudowywali klub i była tylko IV liga. Będzie na pewno ciekawie.

– Na stare śmieci nie wrócisz sam, tylko w towarzystwie Kacpra Falona. W kadrze Pogoni są też Piotr Misztal i Bartosz Brodziński.

– Z Bartkiem graliśmy razem, jeszcze wtedy, gdy Widzewem rządził Sylwester Cacek. Byliśmy w podobnej sytuacji, bo obaj nie dostawaliśmy od trenera Wojciecha Stawowego szans na grę, a po sezonie odeszliśmy z klubu, który przestał w zasadzie istnieć na pewien czas. Kacper to siłą rzeczy najbliższa mi osoba w Pogoni. Dobrze rozumieliśmy się już w Łodzi, przyjaźniliśmy się, spotykaliśmy we czwórkę z naszymi dziewczynami. Gdy latem trafiliśmy do Siedlec, to było jasne, że będziemy się trzymać razem.

– Patrząc na suche liczby, ty pierwszy zapracowałeś sobie na zaufanie u trenera Kamila Sochy. Grasz częściej.

– Na początku nie byłem podstawowym zawodnikiem. Dość późno dołączyłem do drużyny, więc po prostu musiałem zaczekać na swoją kolej. Cierpliwie pracowałem na treningach, a jak już dostałem szansę, to starałem się wykorzystać ją jak najlepiej. W Pogoni stałem się bardziej uniwersalnym zawodnikiem. Grywałem nie tylko, na prawej obronie, ale też na lewej stronie czy w drugiej linii.

– Takie rzucanie po pozycjach pewnie nie pomaga?

– Z jednej strony na pewno jest niewygodne, bo trudniej dojść do wysokiej formy grając co tydzień na innej pozycji. Ale z drugiej strony to bardzo rozwija piłkarsko, uczy wszechstronności. Nie narzekam, gram tam, gdzie każe mi trener i daję z siebie wszystko.

– Nie wiadomo, jak będzie dalej, przez zamieszanie ze sztabem szkoleniowym.

– Nie chcę tego komentować, bo piłkarze są od grania. Wiadomo, że dla zawodników lepiej jest pracować dłużej z jednym trenerem, bo uczymy się pewnych schematów taktycznych, wizji gry, a teraz będziemy musieli zacząć prawie wszystko od nowa. Ale tak, jak mówię – od podejmowania decyzji w klubie są jego działacze. W piłce tak już jest, że trenerzy często się zmieniają. Choć Pogoń to dopiero mój trzeci klub, to przeżyłem już sporo takich roszad, w Widzewie mieliśmy czasami nowego szkoleniowca co kilka miesięcy. Trzeba się od tego odciąć i robić swoje. Daniel Purzycki dobrze zna zespół, więc nie powinno być źle.

– Zgaduję, że nie jesteście zadowoleni z miejsca w tabeli.

– Na pewno nie. Udana wiosna w Siedlcach sprawiła, że wszyscy w klubie chcieliby wrócić do I ligi. Jest na to potencjał sportowy, ale póki co nie pokazujemy tego na boisku. Piętnaście punktów w dwunastu meczach to bardzo przeciętny dorobek, ale trzeba wziąć pod uwagę, że liga jest bardzo wyrównana i każdy może w zasadzie wygrać z każdym. Nawet Widzew, mający w składzie takie gwiazdy jak Wojciech Pawłowski, Mateusz Możdżeń czy Marcin Robak nie może wybić się ponad resztę. Wystarczy wygrać dwa spotkania, żeby wskoczyć do czołówki. Awans wywalczyć może nawet szósta drużyna, więc nic nie jest jeszcze stracone. Trzeba tylko wyciągnąć właściwe wnioski i zacząć lepiej punktować.

– Na Piłsudskiego przyjedziecie szczególnie zmotywowani?

– Będziemy chcieli podejść do tego meczu, jak do każdego innego, ale wiadomo, że gra przy 17 tysiącach widzów to jednak inny świat. Gdy byłem w Widzewie, to z każdym grało się bardzo ciężko, jak to mówił trener Franciszek Smuda: rywale pili krew przed meczami z nami. Teraz będę po tej drugiej stronie, ale na pewno się nie podpalę. Przyjadę skoncentrowany i z chłodną głową.

– Chcesz komuś w klubie udowodnić, że przedwcześnie cię skreślili?

– Nie, to byłaby zła motywacja. Oczywiście miałem żal, że mój pobyt w ukochanym klubie dobiegł końca. Kto by nie miał? Tym bardziej, że ani od trenera Zbigniewa Smółki, ani od Marcina Kaczmarka nie dostałem możliwości, żeby się pokazać. Bo na sparing ze Stomilem Olsztyn to zostaliśmy zabrani tylko dla alibi. Nie myślę już jednak o tym, było-minęło. Na moje miejsce przyszedł z Ekstraklasy Łukasz Kosakiewicz, wywalczył miejsce kosztem Łukasza Turzynieckiego. Ale nie będę na niego w sobotę patrzył jak na wroga, tylko jak na rywala w meczu o punkty.

– Cały czas jesteś na bieżąco z sytuacją Widzewa?

– Jasne, przecież na każdym kroku powtarzam, że jestem nie tylko byłym piłkarzem tego klubu, ale też jego kibicem. Z jednej strony łatwiej jest śledzić to, co się dzieje na Widzewie, bo rywalizujemy w tych samych rozgrywkach, ale z drugiej strony przez to spotkania się nakładają i nie mam kiedy wpaść na Piłsudskiego. Mieszkam w Siedlcach, ale gdy tylko mogę, jestem w Łodzi. Bywałem m.in. u dr Radosława Grabowskiego, który bardzo pomógł mi z kontuzją stawu skokowego. Jestem mu bardzo wdzięczny, bo gdyby nie on, to rundę jesienną pewnie miałbym straconą.

– Jesteś zaskoczony, że Widzew nie odpalił od początku sezonu?

– Trochę tak, ale pamiętajmy, jakie było zamieszanie w trakcie letnich przygotowań. Chłopaki pracowali najpierw z trenerem Smółką, pojechali z nim na obóz, jeszcze się on nie skończył, a już pojawił się trener Kaczmarek. Nie jest łatwo przestawić się tak nagle. Nowy szkoleniowiec ma swoje metody, swoją wizję gry i trzeba się szybko przestawić. Początek drużyna miała słaby, ale teraz widać, że złapała gaz. Wygrała trzy mecze z rzędu, wyeliminowała Śląsk Wrocław z Pucharu Polski. To robi wrażenie. Z tego, co widziałem, w bardzo dobrej formie jest Wojtek Pawłowski, w obronie zasuwa Daniel Tanżyna, a z przodu dobrą robotę robi Przemek Kita. O Robaku nawet nie mówię, bo to klasa sama w sobie. A, widziałem też bramkę Daniela Mąki. Ładnie huknął. Brawo!

– Nowy trener, Daniel Purzycki, będzie chciał od ciebie i Kacpra jakieś wskazówki, jak zagrać z Widzewem?

– (śmiech) W razie czego jestem do dyspozycji, ale mówiąc serio, trenerzy na pewno będą wiedzieć o rywalu wszystko. W sztabie zostaje podobno Marcin Płuska, a on na pewno zna mocne i słabe strony Widzewa. Mimo zmiany szkoleniowca, nie przyjedziemy do Łodzi po najniższy wymiar kary.

– Na pierwszym meczu w tym sezonie pod „Zegarem” pojawił się transparent skierowany do ciebie i Maćka Humerskiego.

– Tak, jeszcze w trakcie gry dostawałem wiadomości ze zdjęciami. To bardzo miłe ze strony kibiców, że docenili moją osobę. W sobotę będę musiał zrobić wszystko, by zepsuć im humor, ale taki mam zawód. Na pewno jednak spotkanie z kibicami Widzewa będzie wielkim przeżyciem. Fajnie będzie też zobaczyć się z chłopakami z zespołu, ale uprzejmości wymienimy dopiero po końcowym gwizdku.

– Szykujesz pod meczowy strój jakąś specjalną koszulkę?

– Nie powiem, bo nie byłoby niespodzianki.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o